niedziela, 14 marca 2010

Życiowe szczęście

    Mój serdeczny przyjaciel Wojtek, stwierdził, że w tekstach, które piszę świat jest pesymistyczny, pełen wad i nie nadający się do życia. Z tego powodu, dzisiaj po raz kolejny odważam się napisać nowinę radosną i pozytywną.
    Wydaje mi się, że nie tylko ja zauważam sprawy, które nas dręczą, przeszkadzają i denerwują w codziennym bytowaniu. Jesteśmy przyzwyczajeni do miłych i poprawiających samopoczucie wydarzeń. Są one dla nas standardem, takim darmowym pakietem, który otrzymujemy podczas przyjścia na świat. Dopiero, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli, zastanawiamy się i zaczynamy kombinować. Myślę, że jest to porównywalne do porażek życiowych, które mocniej dotykają naszych uczuć, niż chwile triumfu, dlatego na dłużej pozostają w pamięci.
   
    Podczas opisywania moich teorii, do głowy przychodzą mi tylko kwestie, które wprawiają mnie w złość, dlatego ciągle opisuję świat od tej gorszej strony. Wybaczcie. Postaram się teraz popatrzeć na życie od pomyślnej strony, również z pomocą kartki papieru i ołówka.

    Cieszę się, że budząc się rano potrafię o własnych siłach wstać z łóżka i skierować swoje kroki do łazienki. Jestem w pełni sprawny fizycznie i psychicznie (przynajmniej ja tak uważam) co pozwala mi uprawiać sporty i uczyć się. Nie mam cukrzycy, anemii, wąglika i kiły. Nie łysieję, w mojej jamie ustnej znajdują się wszystkie zęby i język w całości. Mam na wszystko czas i jestem w stanie pogodzić swoje zainteresowania  z obowiązkami. Posiadam swój dach nad głową zwany domem, w którym panują ciepłe temperatury i bieżąca woda. Rodziców, którzy są w stanie zapewnić mi dobry poziom życia i zasponsorować fanastyczne wakacje. Wokół siebie dużo znajomych i przyjaciół, z którymi spędzam czas, dobrze się przy tym bawiąc. Nie mam dziewczyny, dzięki czemu mogę w pełni korzystać z życia i kierować się własnymi zasadami, bez zbędnych przeszkód i narzekań z drugiej strony. Nie jestem karłem, więc kupuję ubrania takie, jakie wiszą na sklepowych wieszakach, bez komplikacji. Żyję w mieście, gdzie nie widać McDonald'a i KFC, wskutek czego utrzymuję atletyczną sylwetkę. Mam dostęp do internetu, który dotrzymuje mi kroku w codziennych poczynaniach, dostarcza wielu cennych informacji i skutecznie pomaga w nauce. Posiadam telefon komórkowy pozwalający połączyć się nawet z Bill'em Gates'em, jeśli zdobyłbym jego numer i iPoda przechowującego ulubioną muzykę. Oczy pomagające podziwiać piękno dzieł natury i człowieka, a także marzenia napędzające moje cenne życie.

    Naprawdę polecam Wam radowanie się z egzystencji. Cieszcie się każdą przyjemną chwilą, wydawajcie pieniądze, bo później może być Was na coś nie stać, bawcie się póki mało żylaków na nogach i korzystajcie z okazji poznawania nowych ludzi i świata. To sprawia, że czujecie się wspaniale i dotrzegacie ekstra niespodzianki ufundowane przez życie !
Ten felieton dedykuję mojemu przyjacielowi Wojtkowi, za dostarczenie mi jasnego światła, pozwalającego napisać coś... W czym chwalę i popieram... Coś...

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chce Cię krytykować ani nic narzucać. Dla mnie ten tekst wydaje się ironiczny. Jakby próba bycia uradowanym, gdy nie ma powodu. Wszystko to, co opisałeś jest wg mnie jakimś pajacowaniem. Zajmij się czymś pożytecznym. Sztucznie rozdzielasz te pesymistyczne i optymistyczne wpisy. Może lepiej gdybyś łączył elementy pozytywne i negatywne. We wszystkim można znaleźć wady i zalety. Byłoby obiektywniej i lepiej, nie sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale dlaczego obiektywniej? Ja wyrażam swoje opinie i poglądy, to jak JA SAM postrzegam świat ;)
    Dlaczego próba bycia uradowanym, gdy nie ma powodu? Może właśnie trzeba znaleźc ten powód i zacząc się radowac?

    OdpowiedzUsuń