niedziela, 14 lutego 2010

Kochajmy się, z głową !

    Ależ mamy dzisiaj dzień ! Za oknem tyle śniegu, że zaspy sięgają do naszych okien. W domu leżymy w łóżku, bo czym innym możemy się zająć? Może świętowaniem święta świętego Walentego?

    Święto zakochanych... Ach jak cudownie... Jedyny, tak magiczny dzień w roku... Chwila, jedyny?! Czyli przez resztę dni, których liczba wynosi 364, nie okazujemy uczucia swoim najbliższym?! Ahaaaa jedyny dzień w roku, gdy bezproblemowo możemy kupić naszej walentynce, a jakże, czerwone serduszko, albo pluszowego misia z metką "Made in China", który nie jest szkodliwy dla alergików.

    Według mnie święty Walenty to wielki biznes, który rozkręca się przed dniem 14 lutego. Masa maskotek, wisiorków, czerwonej bielizny i nadających się do recyclingu figurek w kształcie amora. To wszystko ma teoretycznie sprawić, iż walentynki staną się dla nas niebiańskim dniem, pełnym dobroci i radości.
    W radiu polecają sposób wydania 19-stu złotych na truskawki i wino, które spożyjemy wspólnie z partnerem, fantastycznie się bawiąc.
    Mamy możliwość napisania sms-a z miłosnym wierszykiem ściągniętym z internetu, który zostanie wyświetlony na dolnym pasku w telewizji Polsat. Baardzo romantyczne. Równie dobrze możemy powiadomić tą drogą swoich rodziców, którzy są gdzieś u znajomych bez telefonu, że wychodzimy na 2 godziny z domu. Wybaczcie, ale dla mnie jest to równie tanie, jak twórczość Lady Gagi.

    Jeśli spotkałbym godną zakochania się w niej dziewczynę, z miłą chęcią organizowałbym jej walentynki w każdy weekend. A 14 lutego nie różniłby się niczym od pozostałych dni.

    Nie rozumiem idei tego dnia. Może wtedy łatwiej się zakochać, bo nowy program rządowy nakazuje w nocy, rozsypać nad każdym miastem z samolotu magiczny afrodyzjak. Dobry pomysł, ja jestem za.

    Nie sądzę, aby ten dzień poprawiał relacje w związku, wręcz przeciwnie ! Kobieta może się oburzyć, że jej kochany mąż nie zorganizował romantycznej atrakcji, tylko odpoczywa w salonie z książką ręku.

    Występuje również aspekt historyczny. Jak pisze Wikipedia, obchody walentynkowe trafiły do Polski w latach 90. XX wieku, i tutaj uwaga, z kultury francuskiej i krajów anglosaskich. Polska powtarza błędy XIX. wiecznej szlachty, która bezmyślnie brała przykład z Francuzów. Jeśli nie pamiętacie... Nie wyszło to naszym przodkom na dobre. My - Słowianie, mamy swoje święto zakochanych - Sobótkę, która odbywa się nocą, z 21 na 22 czerwca. Dlaczego wypieramy nasze tradycje?

    I jeszcze jedno. Przecież uczucie do drugiego człowieka rodzi się w mózgu. Serce tylko pompuje krew i stanowczo nie odpowiada za nasze logiczne myślenie. Więc od dzisiaj proponuję za symbol walentynek, uznać ludzki mózg. Czy czekoladki w jego kształcie nie byłyby smaczniejsze?
    Jutro przyjdę do szkoły nago, wybiję okno w swoim domu i spalę telefon komórkowy, ponieważ chcę zainicjować nowe, równie bezsensowne święta, które już za rok wejdą w nasze życie ! Strzeżcie się ! To dopiero początek.

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz