niedziela, 31 stycznia 2010

Alpejskie wygibasy

    Podczas mojego wyjazdu do Alp, nie obyło się bez smakowania austryjackich klimatów, w małej, drewnianej knajpce, gdzie popis swych muzycznych umiejętności dawali dwaj Austryjacy przybrani w białe koszule, trapery w kolorze khaki, krótkie spodenki i idealnie pasujące do całości, grube jak przeciętny Amerykanin skarpety. Oczywiście opowiadali coś w języku niemieckim, ale dla mnie i reszty Polaków siedzących przy stołach, było to równie zrozumiałe jak wschodniowietnamska gwara.

    Przyznam, że panująca tam atmofera, była bardzo miła. Dużo narciarzy, świetne przysmaki, piwo i grube Niemki machające swymi brzuchami przed moim nosem. Ale.. Gdy przyjrzeć się bliżej całej oprawie, muzyce, głosom wystrzałowych muzyków i sypiącym się sztucznym śniegu z sufitu, to przyjęcie nie różni się bardzo, od polskiej dyskoteki w wiejskiej remizie Ochotniczej Straży Pożarnej ! Kolorowe światła i te powalające hity w stylu disko, oczywiście przerobione na wersję niemiecką z powodzeniem uzupełniłyby wiejską potańcówkę na naszej słowiańskiej ziemi.
    Panowie z garścią błyszczącego żelu na włosach skutecznie konkurowali z Boys'ami, i wedlug mnie odwalali równie marną wiochę. Owszem, ludzie świetnie się bawili, lecz mam wrażenie, że gdyby zabrakło napojów wyskokowych, tłum natychmiast opuściłby lokal i skierował swoje kroki do sklepu bezcłowego, znajdującego się piętro niżej. Tam za grosze można kupić kilka wózków prestiżowego alkoholu i wypsikać swą skórę modnymi perfumami w złotych butelkach.

    Więc, jeśli liczycie na nowe przeżycia związane z podskakiwaniem w butach narciarskich na parkiecie, przy akompaniamencie harmonii obsługiwanych przez Austryjaków, opowiadających szydzące kawały o Polakach... Dajcie sobie spokój. Zajmijcie się lepiej samą jazdą na nartach i piciem whisky w hotelowym barze, wraz z wesołymi znajomymi !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz