Jest coś takiego... I Wy o tym wiecie. Ba ! Nawet znacie to jak własną matkę ! Wiecie o czym mówię? O zaufaniu. Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale prawie wszystkie czynności jakie wykonujemy, są naznaczone ufnością: do drugiego człowieka, do zwierzęcia, do przedmiotu.
Wchodząc o poranku do łazienki, naciskasz biały, plastikowy przełącznik, który zapala światło. Robisz to z zaufaniem, i wiesz, że najbliższa elektrownia nie zapadła się pod ziemię w kilka godzin, a Ty możesz cieszyć się z tego, że prąd wciąż płynie w czerwonych kabelkach ułożonych w murowanych Atlasem ścianach Twojego domu.
Otwierasz lodówkę i masz pewność, że jej drzwi nie zostaną w Twojej dłoni.
Siadasz na sedesie, i pełną ufnością do chińskojęzycznych projektantów, którzy wykonali Twoją muszlę oddajesz się kuracji, dzięki której ważysz mniej o kilogram i popadasz w aksamitne uczucie lekkości.
Wsiadasz do swojego auta, i wiesz, że silnik wyda okrzyk oznajmiający poprawność działania, a ruchy pedałów niczym lejce zachęcą samochód do jazdy.
Dzwonisz do rodziny, aby pozdrowić ich i wprowadzić w nich zazdrość o Twój wyjazd na Bahamy, z nadzieją, że telefon połączy Cię z najbliższymi na drugim końcu świata.
Jemy obiad, i wiemy, że widelec się nie złamie. Przechodzimy przez pasy, i mamy pewność, że sygnalizacja ukazuje kierowcom czerwoną lampkę, dzięki czemu nie zostaniemy zmiażdżeni w plasterek szynki.
Robimy wszystko z garścią pewności i zaufania do rzeczy codziennego użytku. A co się stanie, jeśli coś nas zawiedzie? Spali się czajnik - kupujemy nowy. Telefony Samsung mają słabą baterię - bierzemy Nokię. Zegarek Tissot ciągle błędnie pokazuję datę - stajemy się posiadaczami IWC. Jeśli urządzenie nadużyje naszego zaufania, po prostu wymieniamy je na lepsze.
Podobnie jest z ludźmi. W dzisiejszych czasach nie liczy się wzajemna współpraca i ufność, ale sukces osobisty. W wyniku tego, nawet najbliżsi przyjaciele lub rodzina moga wbić nóż w plecy i podpalić zapalniczką. Ludzie stają się skutecznymi narzędziami pomagającymi osiągnąć cel. Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zamiaru zostać wiertarką udarową niszczącą ludzkie relacje. W przeciwieństwie do rzeczy materialnych, ludzi nie możemy sobie wymieniać jak kobiety torebek. Ktoś się od nas odwróci - stajemy się ubożsi o wiele cennych wartości.
Prześledźcie czujnie historię Polski, a zobaczycie, że z naszym narodem dzieje się bardzo podobnie. Co chwila zostajemy odrzucani jak kolejne ustawy w polskim sejmie. Począwszy od czasów Powstania Listopadowego, kiedy liczyliśmy na militarne wsparcie Austrii, Francji, bądź Anglii. Niestety żaden z tych krajów nie przekazał nam nawet jednego granatu albo AK47. Chamy. Przez nich Polska zniknęła z mapy świata, a jej tereny zostały podzielone jak pizza na kawałki. Jeden karabin na pewno załatwiłby wszystkich spasionych rosyjskich żołnierzy.
Dzisiaj jesteśmy pieskiem, który mierzącą kilkanaście tysięcy kilometrów smyczą przywiązany jest do swojej budy, na której widnieje tabliczka z napisem USA. Polskie władze wciąż uważają, iż Polska jest ważnym partnerem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, oraz nasz głos liczy się na arenie światowej. Wielki błąd. Jesteśmy jak elektron walencyjny znajdujący się najdalej od jądra. Może w chemii pełni on ważną rolę, ale w polityce jest na szarym końcu szeregu. USA, Chiny, Europa Zachodnia to generałowie, którzy wydają nam komendy, natomiast my musimy je sumiennie wykonywać.
Naprawdę, nie warto liczyć na czyjąś pomoc. Jeśl tylko możesz, rób sam to co chcesz i nie patrz na innych. Bądź odważną dodą, a nie łysym Radziem. Dopiero gdy spełnisz swoje pragnienia, popatrz czy jest ktoś obok Ciebie. Ale nie zrób tego za późno. Nie ufaj tak łatwo, ale sam badź godnym zaufania.
czwartek, 24 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
ja pie... swietne porownanie do sedesu. pogratulowac intelekktu. wydurniasz sie czlowieku piszac takie glupoty
OdpowiedzUsuń"Przez nich Polska zniknęła z mapy świata, a jej tereny zostały podzielone jak pizza na kawałki. "
OdpowiedzUsuńStyl powinien być dostosowany do tematu - w tym wypadu nie jest to nawet satyra. To drwina, w tonie amerykańskich prezenterów. Minus!
Bardzo powierzchownie przeleciałeś temat zaufania. W zasadzie nie musnąłeś go nawet bo, porównujesz relacje międzyludzkie z zaufaniem do rzeczy codziennego użytku, a między nimi postawiłeś sedes - niby porównanie. To już nawet nie drwina.
Treść zostawię w spokoju - bo to Twoje przemyślenia, moge się z nimi zgadzać, moge nie zgadzac.
Co do formy natomiast... Jeżeli chcesz pisać o głębokim temacie, to napiszże wprowadzenie pasujące do tematu. To jest zupełnie niezrozumiałe.
Zdecydowanie nietrafiona i przesadzona kwiecistość ("i pełną ufnością do chińskojęzycznych projektantów, którzy wykonali Twoją muszlę oddajesz się kuracji, dzięki której ważysz mniej o kilogram i popadasz w aksamitne uczucie lekkości.") Ani to śmieszne, ani pasuje do tematu - a w oczach czytelnika
masz minus 20pkt, bo to się po prostu źle czyta.
Zakończenie jest wewnętrznie sprzeczne i praktycznie nie odnosi się do tekstu, bo konkluzja bierze się z powietrza. Krótkowzroczność polityków i postawa aliantów decydująca w sporze ufać / nie ufać?
Akurat.
Zbyt się po tych tematach prześlizgujesz i stąd negatywny odbiór :)