Pamiętam czasy, gdy wyskakując z łazienki mając na twarzy uśmiech hollywood'zkiej gwiazdy biegłem do taty, aby ten z równie wielkim entuzjazmem wypucował mi pewne intymne części ciała. Cudowne czasy rozkoszy i wolności, kiedy nie musiałem podejmować żadnych wyborów... No może oprócz tego którą kreskówkę na Cartoon Network obejrzeć albo czy pluszowy miś będzie do zabawy lepszy od lalki Barbie w stroju sprzątaczki.
Z czasem musiałem podejmować coraz to ważniejsze decyzje, które zamieniały mój mózg w opiłki żelaza. Od szkoły, wakacji, dziewczyn do plus nieskończoności. Teraz, gdy jestem uczniem liceum, którego prestiż w okolicy jest równy Oxfordowi teoretycznie jadę prostą drogą... Tylko się uczyć i czerpać korzyści ze sprawności i świeżości mojego umysłu chłonącego wiedzę jak Donald Tusk prezydencki elektorat. Ale... Z tego względu, że jestem prawie dorosły i dużo mądrzejszy niż tak naprawdę uważacie, pragnę mieć decydujące zdanie w sporze dotyczącym mojej przyszłości.
W szkole wymaga się od nas, abyśmy byli ludźmi renesansu i znali podstawowe informacje zaczynąc od astropsychologii na ezoteryce kończąc. Osobiście nie mam pojęcia co to jest stechiometria, albo ile wynosi czterowektor i dlatego moje oceny z chemii i fizyki się niegodne pochwały. Jeśli w wieku 17-stu lat mam biegle liczyć z użyciem Równania Maxwella albo pamięciowo opanować tajniki chemii supramolekularnej, to już za rok otrzymanie Nagrody Noble'a będzie dla mnie jak kieszonkowe od babci. I mimo tego, że jak Mur Chiński zapieram się przed wprowadzeniem do swojego życia nowych pojęć z dziedziny chemii lub fizycznych wzorów, wiem, że nigdy to mi się nie przyda. To tak, jakby psu kupić laptopa... Prędzej go zje niż skorzysta z internetu. Nauczyciele jak hieny czekają na łatwy łup, chorą antylopę w postaci biednego ucznia nieumiejącego zapisać wzoru cząsteczki LSD. Często początek lekcji przypomina uliczną łapankę na ulicach Warszawy z okrsu II Wojny Światowej. Lecz my posiadamy swojego rodzaju immunitety poselskie - nieprzygotowania. To pozwala nam uciec przed lecącym w naszą stronę gradem rakiet balistycznych wystrzeliwanych przez Szanownego Profesora.
Jednak powrócę do głównego wątku. Zawsze chciałem robić to co lubię, bo tak powinno się postępować. Co z tego, że Polacy mogą lubić Niemców skoro tego nie chcą? Nic na siłę. Tym samym żądam, aby moja wola była respektowana. Dzięki temu nie będę na niektórych nauczycieli patrzył wzrokiem dwumetrowca o obwodzie 150 cm w bicepsie, który chce pozbawić życia wszystkie istoty żyjące we wszechświecie.
Bóg nakazał kochać bliźniego, tylko niech ta miłość szanuje nasze upodobania i podjęte decyzje, bo nie rodziliśmy się po to, aby służyć za pedagogiczne marionetki.
czwartek, 10 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz