Jak co roku wszystko się powtarza. No prawie... Czasem wydaje mi się, że jestem mądrzejszy niż jakiś czas temu, ale zawsze dochodzę do powracającego jak bumerang wniosku, iż "wiem, że nic nie wiem". Ale wrócę do tego co chcę Wam przekazać.
Jest końcówka listopada, a w centrach handlowych już pojawiają się mikołaje i inne - nudne jak prezydenckie orędzia świąteczne ozdoby. Nadszedł też czas klasowych mikołajek. "Oooooo nieeee znowu będziemy dawać sobie te same prezenty" - myślą wszyscy. Mikołajki w szkole podstawowej od tych w liceum różnią się pod względem podarunków prawie niczym... Zawsze są tak samo monotonne ! Ja lubię wyzwania, więc postanowiłem zaszaleć. Zażyczyłem sobie helikopter... Myślicie sobie, że zamiast mózgu mam kosz na śmieci, ale spokojnie. Ponieważ nawet cała klasa mogłaby nie sprezentować mi takiej maszyny aż do czasu gdy o serdecznych kolegach i koleżankach ze starości zapomnę, ja odpowiednio do wieku żądam mniejszego helikoptera. Albo raczej helikopterka, który jest zdalnie sterowany niczym mały synek przez mamę na wakacjach. Gdy usłyszano mój pomysł, głowy ludziom obróciły się na szyjach, "ten to nie wie co ze sobą zrobić" - myślą. Ale ja tak nie uważam ! Nie dość, że chodzenie do szkoły to dla nas kara jak dla Żyda policzek od Niemca, to każda okazja "aby umilić sobie czas" przeistacza się w bitwę pod Grunwaldem i obrady polskiego Sejmu razem wzięte ! Ludzie trochę spontaniczności ! Jeśli chcecie dawać sobie długopisy z logiem sklepu spożywczego albo przecenioną wodę kolońską to życzę miłego świetowania. Na pewno przez długi czas zapamiętacie te cudowne i niespodziewane podarunki... Ja mam takich upominków dwa kontenery i nie chcę ponownie móc wykąpać się z nowym żelem pod prysznic, który według reklamy przeniesie mnie na Wyspy Zielonego Przylądka. Mając zdalnie sterowany helikopter z pewnością dolecę tam szybciej, nawet od lśniących nowością, polskich F16 z okresu Wiosny Ludów.
czwartek, 10 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz