środa, 30 grudnia 2009

Oszczędzamy? Nie wiem po co.

    Nowa moda ! Oszczędzanie ! Coraz więcej wokół nas reklam, akcji, próśb i nakazów, abyśmy szanowali... Wszystko ! Od pieniędzy i gum do żucia, po worki na śmieci. Zauważyliście dlaczego tak się dzieje? Ja nie. Może troszeczkę.

    Śnieg nadal pada w okresie kalendarzowej zimy, a słońce robi za lampę halogenową zamieniającą kolor naszej skóry w ten przypominający drewno hebanowe.
    Że podniesie się poziom wód? Nie ma sytuacji bez wyjścia. Zapewne każdy z was marzy o przebywaniu na wyspie, gdzie dom zbudowany jest ze strzechy, a ludzie zjadają się nawzajem, bo zwierzęta zostały obrane ze swoich futerek, gdyż jest popyt na kobiece futra. No dobrze, może myślicie o egzotycznej wyspie z kelnerkami mówiącymi łamaną angielszczyzną i pijanymi Niemcami na emeryturze. Ale na pewno jest to wyspa, która jak każda wyspa ma to do siebie, że z każdej strony jest otoczona wodą. Więc gdy Morze Bałtyckie zaleje Polskę, nasz prestiż znacznie wzrośnie. Będzie możliwośc wybudowania elektrowni wodnych, które są dużo wydajniejsze od węglowych. Same plusy.
    Że nie będzie śniegu? Weźmy przykład z Dubaju i wybudujmy sobie sztuczny stok w hali. Na ścianach znajdą się fototapety, z głośników poleci soczysty pop, a w barze podawac będą piwo i bratwursty. Jak w Alpach. Mnie pasuje.
    Stopnieją lodowce, ale dzięki temu poszukiwacze skarbów w morskich otchłaniach znajdą nową zabawę. Może odkryją nowe dowody życia Chrystusa? Albo tego, że Sheakspeare był homoseksualistą? Dla takich informacji z chęcią wydycham więcej dwutlenku węgla.

    Oszczędzajmy pieniądze. Światowy kryzys gospodarczy kończy się, więc znów zaczynamy szalec. Nikt nie pomyślał o zmniejszeniu swoich wydatków, bo nawet nie zauważył osłabienia w gospodarce. Chyba nie moglibyście zrezgnowac z ulubionych słodyczy, kina, ciuchów i wakacji, na rzecz siedzenia przy świecach na krześle, które nadaje się do recyclingu, mając na sobie sweter z naturalnej wełny i jedząc chleb, z pomidorem wyhodowanym w waszym ogródku, bez użycia nawozów. I to wszystko dla grupy otyłych Amerykanów, którzy pod wpływem narkotyków wzięli za duże kredyty, a potem nie mogli ich spłacic. To chore ! Ceny aut luksusowych mocno spadły - to jeden z wielu, i wystarczający argument przeciw bojaźni przed kryzysem.

    Skoro o autach mowa. Nastaje czas, gdy kolejne wielkie marki umierają, ich duch umiera. Pierwsze poległo moje ukochane Porsche, wprowadzając na rynek model Cayenne z silnikiem Diesla... Ponieważ duszący się swoimi krawatami inżynierowie chcieli jeszcze bardziej przypodobac się Greenpeace'owi, zaprojektowali Cayenne'a z silnikiem hybrydowym... Uczcijmy to minutą ciszy.
    Porsche z kupą takiego ścierwa pod maską to jak Megan Fox bez biustu i z krzywymi zębami. Na to nie da się patrzec ! Niedawno czytałem, że Ferrari również projektuje swoją hybrydę. Dzieje się tak również w szeregach Bentley'a - arystokraty wśród wieśniaków. Takie rozwiązania są dobre dla modnisiów, którzy lansują się na głównej alei w Cannes. Oszczędne silniki pozwolą im nie tankowac swojego cacka codziennie, dzięki czemu dłużej pojeżdzą między najdroższymi hotelami i afrykańskimi palmami.

    Jest jeszcze jedna kwestia, do której wdarła się tendencja oszczędności. W krajach wysokorozwiniętych przyrost naturalny jest bliski zeru, bądź ujemny. Już wiecie? Tak ! Oszczędzamy na dzieciach. Nie wiem czy na dzieci, bo z tego co widzę każdy bobas rodzi się z komórką, w wieku 4 lat obsługuje aparat, a tata kupuje synkowi samochód, aby od razu po otrzymaniu prawa jazdy wpadł na drzewo. Ludzie starają się o własny rozwój, o sukcesy zawodowe, nie myślą o latorośli. Dodatkowo w Polsce otrzymujemy 1000 zł becikowego, za co kupic można najwyżej pieluchy i dwa opakowania Bebiko. Niestety żyjemy w Europie, nie w środkowej Afryce, więc taka pomoc prawie w ogóle się nie sprawdza. Pracujcie nad dziecmi ! Kto będzie harował na wasze emerytury? Chcę życ w świecie naturalnie poczętych istot, nie wśród chemicznych produktów in-vitro, klonowania itd. itp. Nie chcę mówic, że przeszkadza mi to, ale nadmiar też jest niezdrowy. Poza tym jak będą czuły się dzieci urodzone poprzez nowoczesne, sztuczne metody? To będzie dla nich szok. Mnie ciężko byłoby pogodzic się z taką historią.

    Nie oszczędzajmy, cieszmy się życiem ! Oszczędnośc to krótka droga do wymarcia ludzkości. Mniej jemy, zużywamy mniej energii elektrycznej - żyjemy w zimnie, ciemności i niedoborze witamin. Kupujemy tańsze mieszkania, tańsze znaczy mniejsze, w których się dusimy. Kupujemy mniej książek i gazet - przestajemy się rozwijac. Jest multum skutków oszczędzania, prowadzących do zagłady. Chyba nie chcecie umrzec wiedząc, że jesteście ostanim ogniwem waszej rodziny, a na dole w garażu stoi hybrydowe superauto szpecące wizerunek wyjątkowej marki.

    Takie życie to nie jest życie ! To męczarnia !

czwartek, 24 grudnia 2009

Ufasz mi? Nie !

    Jest coś takiego... I Wy o tym wiecie. Ba ! Nawet znacie to jak własną matkę ! Wiecie o czym mówię? O zaufaniu. Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale prawie wszystkie czynności jakie wykonujemy, są naznaczone ufnością: do drugiego człowieka, do zwierzęcia, do przedmiotu.

    Wchodząc o poranku do łazienki, naciskasz biały, plastikowy przełącznik, który zapala światło. Robisz to z zaufaniem, i wiesz, że najbliższa elektrownia nie zapadła się pod ziemię w kilka godzin, a Ty możesz cieszyć się z tego, że prąd wciąż płynie w czerwonych kabelkach ułożonych w murowanych Atlasem ścianach Twojego domu.
    Otwierasz lodówkę i masz pewność, że jej drzwi nie zostaną w Twojej dłoni.
    Siadasz na sedesie, i pełną ufnością do chińskojęzycznych projektantów, którzy wykonali Twoją muszlę oddajesz się kuracji, dzięki której ważysz mniej o kilogram i popadasz w aksamitne uczucie lekkości.
    Wsiadasz do swojego auta, i wiesz, że silnik wyda okrzyk oznajmiający poprawność działania, a ruchy pedałów niczym lejce zachęcą samochód do jazdy.
    Dzwonisz do rodziny, aby pozdrowić ich i wprowadzić w nich zazdrość o Twój wyjazd na Bahamy, z nadzieją, że telefon połączy Cię z najbliższymi na drugim końcu świata.
    Jemy obiad, i wiemy, że widelec się nie złamie. Przechodzimy przez pasy, i mamy pewność, że sygnalizacja ukazuje kierowcom czerwoną lampkę, dzięki czemu nie zostaniemy zmiażdżeni w plasterek szynki.
    Robimy wszystko z garścią pewności i zaufania do rzeczy codziennego użytku. A co się stanie, jeśli coś nas zawiedzie? Spali się czajnik - kupujemy nowy. Telefony Samsung mają słabą baterię - bierzemy Nokię. Zegarek Tissot ciągle błędnie pokazuję datę - stajemy się posiadaczami IWC. Jeśli urządzenie nadużyje naszego zaufania, po prostu wymieniamy je na lepsze.

    Podobnie jest z ludźmi. W dzisiejszych czasach nie liczy się wzajemna współpraca i ufność, ale sukces osobisty. W wyniku tego, nawet najbliżsi przyjaciele lub rodzina moga wbić nóż w plecy i podpalić zapalniczką. Ludzie stają się skutecznymi narzędziami pomagającymi osiągnąć cel. Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zamiaru zostać wiertarką udarową niszczącą ludzkie relacje. W przeciwieństwie do rzeczy materialnych, ludzi nie możemy sobie wymieniać jak kobiety torebek. Ktoś się od nas odwróci - stajemy się ubożsi o wiele cennych wartości.

    Prześledźcie czujnie historię Polski, a zobaczycie, że z naszym narodem dzieje się bardzo podobnie. Co chwila zostajemy odrzucani jak kolejne ustawy w polskim sejmie. Począwszy od czasów Powstania Listopadowego, kiedy liczyliśmy na militarne wsparcie Austrii, Francji, bądź Anglii. Niestety żaden z tych krajów nie przekazał nam nawet jednego granatu albo AK47. Chamy. Przez nich Polska zniknęła z mapy świata, a jej tereny zostały podzielone jak pizza na kawałki. Jeden karabin na pewno załatwiłby wszystkich spasionych rosyjskich żołnierzy.

    Dzisiaj jesteśmy pieskiem, który mierzącą kilkanaście tysięcy kilometrów smyczą przywiązany jest do swojej budy, na której widnieje tabliczka z napisem USA. Polskie władze wciąż uważają, iż Polska jest ważnym partnerem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, oraz nasz głos liczy się na arenie światowej. Wielki błąd. Jesteśmy jak elektron walencyjny znajdujący się najdalej od jądra. Może w chemii pełni on ważną rolę, ale w polityce jest na szarym końcu szeregu. USA, Chiny, Europa Zachodnia to generałowie, którzy wydają nam komendy, natomiast my musimy je sumiennie wykonywać.

    Naprawdę, nie warto liczyć na czyjąś pomoc. Jeśl tylko możesz, rób sam to co chcesz i nie patrz na innych. Bądź odważną dodą, a nie łysym Radziem. Dopiero gdy spełnisz swoje pragnienia, popatrz czy jest ktoś obok Ciebie. Ale nie zrób tego za późno. Nie ufaj tak łatwo, ale sam badź godnym zaufania.

wtorek, 15 grudnia 2009

Stare czy nowe?

    Finał drugiej edycji Mam talent. W ostatecznej rozgrywce większość ludzi śpiewających. Bez obrazy, ale posiadanie talentu wokalnego w żadnym stopniu mnie nie kręci. Uwielbiam muzykę, lecz nie potrafię zachwycać się melodyjnymi wytworami przepony, płuc, gardła i innch tego typu odpadków.

    Bracia Legun powinni być obecni na maszach świętych, a żeby zachęcić ich do tego, pieniądze z tacy niech lecą do ich kieszeni. Wesoły Filipińczyk Martinez wygrał lot do swojej ojczyzny, i bardzo dobrze, bo tutaj zamarzłby na śmierć. Zapewne tylko po to wystartował w tym show. Wygrał młody, lecz łysiejący już Marcin Wyrostek, który w swoich dłoniach obraca akordeon tak zręcznie, jak Hugh Hefner króliczki Playboy'a. Został zwycięzcą nie dlatego, że ubrał się w modną koszulę czy ma seksowną żonę. Instrument, na którym grał nie jest już od dawien dawna w modzie ! Po prostu Polacy lubią to, co klasyczne ! Nie jesteśmy przekonani do nowych, całkiem odmiennych doświadczeń i zjawisk. Dlaczego największej ilości sms-ów nie zdobył gibki jak plastelina, ulubieniec gorących "niedziewic" z podstawówek Kaczorex? Albo Patenciarz, który jest w stanie zamienić sobie głowę z lewym udem? Bo tego jeszcze nie było ! A jeśli coś jest nowe, boimy się, że będzie gorsze od poprzedniego.

    Wydaje mi się, że nie tylko Polacy, ale cały świat lubi, przyjnamniej po części korzystać z czegoś, co powstało wieki temu. Moda, architektura, motoryzacja, polityka to tylko jedna strona w całej encyklopedii przykładów. Dlaczego nie możemy być jak osiemnastowieczni romantycy, którzy starali się zerwać z wszelkimi zasadami i poglądami oświeceniowców? Może to co było kiedyś jest już sprawdzone? Może w czasach gdy było mniej maszyn i za wszystko odpowiadał człowiek, to właśnie on musiał sam do czegoś dojść? Świadczy to o większej potędze jego umysłu. Lepiej zaufac ludziom niż robotom. Może kiedyś było mniej wybitnych naukowców niż obecnie, i wszystkie odkrycia zostały lepiej zapamiętane? Wreszcie, może już niczego nam więcej do życia nie potrzeba? A kolejne nowe technologie i odkrycia są jedynie niepotrzebną próbą poprawienia ideału? Sam już się w tym gubię, ale myślę, że wszelkie wymagane standardy naszej egzystencji zostały spełnione. Jesteśmy najedzeni do syta, a wybitni mózgowcy wciąż karmią nas nowymi daniami. Trzeba uważać, bo nasza wątroba wybuchnie.

    W świecie motoryzacji istnieją np. Mercedes SLS, Mini Cooper, Volkswagen New Beatle. Te auta służą jednemu: przedłużyć i tak już wieczną pamięć o swoim przodku. Są zbudowane na wzór swoich dziadków, którzy w latach swojego życia byli na szczycie góry o nazwie Popularność. Część z nich udana, część przeciwnie. Ale liczy się jedno: powrót do przeszłości.

    Ku mojej uciesze, duża część mych rówieśników sięga po muzykę z lat 80-tych lub 90-tych. Uważam, że starsze utwory mają w sobie duszę, przekaz, ukryte, ale czule dotkające brzmienie. Są jak album z rodzinnymi zdjęciami. Nowoczesna muzyka, chodzi mi o wszelkie odpady przemysłowe typu hip-hop, disco, techno, są bezwartościowe jak chemizowana żywność w puszce. Nikt nie będzie ich pamiętał za kilka lat, ponieważ taką muzykę będzie mógł tworzyć każdy. Nawet ryba potrafi zaśpiewać trzy, cyklicznie powtarzające się słowa w rytmie brzęczącego i pikającego efektu bum-bum hycy-hycy.

    Często widzę najdroższe hotele, bądź domy wykończone w stylu barokowym lub z okresu panowania Napoleona. Dlaczego? Bo możemy poczuć się jak król, siedząc na pozłacanym tronie i gapiąc się w obraz ukazujący Wojnę Secesyjną. Do tego posiadamy służącego, który na nasz rozkaz może nawet wbić sobie nożyczki w czoło. Czujemy, że mamy nieograniczoną władzę, ale dzieje sie to w atmosferze osiemnastowiecznego spokoju i przepychu. Kolejny punkt dla staroci.

    Wydaje mi się, że zawsze będziemy korzystać z osiągnięć naszych przodków. Homoseksualizm, in-vitro... To nas przeraża ! Więc uciekamy sie do tradycyjnych rozwiązań. I niech tak pozostanie, bo to co ocalało z przeszłości, jest mocnym i skutecznym fundamentem do budowania kolejnych pięter przyszłości naszej niezwykłej cywilizacji.

czwartek, 10 grudnia 2009

Multimedialny szok

    Techno, elektro, high-tech, multi... Te przyrostki znamy jak własną kieszeń. Coraz bardziej otaczają nas w codziennym bytowaniu. Żyjemy w okresie "elektronicznej fali", multimedia zasypują nas jak lawina. Ludzie cieszą się, wszystko stanie się prostsze, szybsze, skuteczniejsze. Czy aby na pewno ?

    Jesteśmy świadkami wprowadzania w nasze życie nowoczesnych technologii, które mają różne cele: pomóc, rozbawić, pożerać czas, oszałamiać i uwaga obezwładniać ! Człowiek - istota myśląca, zaczyna przestawać to robić ! Po co? Skoro maszyny i roboty we wszystkim nas wyręczą. Stajemy się marionetkami sterowanymi przez high-tech'owego potwora ! Multimedia wkraczają w każdą sferę naszej egzystencji. Ograniczę się do kilku przykładów, bo zanim wymieniłbym wszystkie, skutki globlnego ocieplenia zżarłyby mój mózg.

    Zanikają podstawowe interakcje międzyludzkie takie jak rozmowa, kontakt, bliskość. Gadu-gadu, Skype i banda innych komunikatorów tylko nas ogranicza. Przestajemy się ze sobą spotykać, bo lepiej jest powysyłać sobie emotikonki pobrane w najnowszej aktualizacji. Rozmowa przez internet to nie rozmowa, tylko wymiana impulsów powstałych na skutek ciskania palcami w klawiaturę. Oczywiście taką wypasioną z wbudowaną pralką i ekspresem do kawy.

    Kolejna stacja to okazywanie sobie elektronicznych uczuć. Chłopak i dziewczyna za pomocą internetu nagle się pokochują albo rozstają. Jeśli mam poznać swoją przyszłą żonę w serwisie randkowym, to ja wolę ożenić się z robotem kuchennym, albo psem - on chociaż będzie po części rozumiał co mówię. Przestajemy mówić o swoich uczuciach, mówić to znaczy widziec kogoś, móc go dotknąć, powiedzieć magiczne "kocham Cię" lub przerażające "to już koniec". Zamykamy się w sobie jak ubrania w szafie, lecz aby otworzyć ludzi potrzeba mocy bomby atomowej. Pomijam tutaj przypadki, gdy ludzie muszą być w pewnej odległości od siebie, z różnych przyczyn: praca, studia... W takich momentach elektronika wyłącznie im pomaga, daje poczucie szkoda, że pustej bliskości i obecności. Ale lepsze to niż prehistoryczny dla nas, papierowy list, który dzięki uprzejmości Poczty Polskiej pokonuje 100 km w dwa tygodnie.

    Do chorób cywilizacyjnych zaliczami otyłość. Coraz liczniejsze akcje pod szyldami "Życie jest za krótkie, aby być puszystym" docierają do naszej świadomości. Posiadanie siłowni, bądź fitness clubu staje się żyłą złota, a wszyscy trenujący wytwarzają energię mogącą zasilić całą Warszawę. Ale... Elektronika również zalicza się do chorób cywilizacyjnych, uzależniamy się od niej. Coraz częściej dzieje się tak, że możemy załatwić wszystkie sprawy nie ruszając się z fotela. Efekt jest prosty: nadwaga ! W telewizji pojawił się spot o Elektronicznej Administracji. Za kilka miesięcy nie będziemy musieli stać od 5 rano w kolejce po numerek u lekarza, bądź dotacje w urzędzie. Masowo kupujemy przez internet żywność, nie wspominając o ciuchach, książkach, telefonach i wszystkim co nam się przyśni. Niedługo internetowa spowiedź lub wyrzucanie śmieci będzie na porządku dziennym. W szkołach pojawiają się elektroniczne dzienniki. Nie wiem czemu to służy. Młodzież czuje się jak na smyczy, ponieważ rodzice mogą sprawdzić, kiedy ich pociecha zwiała z lekcji, natomiast sami rodzice niepotrzebnie denerwują się patrząc na stado ocen niedostatecznych, które na koniec roku i tak zostaną poprawione.

    W skrócie: robimy wszystko, nie robiąc nic ! Za kilka lat do życia potrzebny będzie tylko komputer, pilot sterujący domem, oraz robot wykonujący domowe obowiązki i przygotowujący posiłki. Zostaniemy doprowadzeni do takiego lenistwa, że nie będziemy otwierać ust podczas rozmowy, tylko używać syntezatorów mowy transformujących myśli w słowa. Dla jednych nadchodzi zagłada, dla innych to manna z nieba.

    Ja w zasadzie też się cieszę, wiecie dlaczego? Otrzymam nieśmiertelność. Leżąc w trumnie będę mógł porozumiewać się z ludźmi na Ziemi. Oczywiście elektronicznie.

Ciężkie zmiany

    Jeszcze trzy niedziele. Tyle czasu pozostało nam do Wigilii. W Kościele Katolickim ten czas to Adwent. Podczas ostatniej mszy świętej, ksiądz jak co roku nawoływał do wprowadzania w swoje życie postanowień. Wszyscy wiemy, że Adwent to nie tylko fioletowe szaty nałożone na szyte na miarę garnitury Zegna, zdobiące boskie ciała kapłanów. To także czas zmian, które mają poprawić nasze relacje z Bogiem i żywymi istotami ? Nie sądzę.
   
    Pomyślcie z czego przyjemnego możecie zrezygnować? Małe dzieci nie zamienią komputera czy bajek na elementarz bądź Biblię z obrazkami. Młodzież nie odrzuci nauki (!) i czytania photo story w Bravo Girl po to, aby zagrać z mamą w chińczyka lub pomóc tacie grabić liście w ogródku. "M jak miłość" nadal zgarnie kilka milionów widzów, gdyż emeryci pomodlą się do telewizora i ich bogów: Mroczków i serialowego Lucka.
    Wszelkie zmiany w życiu są ciężkim orzechem do zgryzienia. Nawet zmiana supermarketu na inny niż dotychczas to poważne przemyślenia i kalkulacje. Jeśli dodatkowo mówimy o poświęceniu codziennych spraw i przyjemności mających dla nas wymiar tak wielki jak majątek Bila Gates'a, wiara staje się tak mało znacząca jak załamanie gospodarcze Gabonu dla światowych korporacji. Ale po co... Większość Polaków deklaruje się jako praktykujący katolik, lecz to tylko deklaracje. Nie wszystko złoto co się świeci można by rzec. Wiem, że poświęcić się jest trudno, zwłaszcza dla takich "drobnostek". Jeśli ktoś nigdy tego nie zrobił, niech spróbuje - jeśli dobrze trafi nie pożałuje. A teraz chodźmy ! Włóżmy słuchawki do uszu i zaplanujmy co kupić pod choinkę. Mamy na to aż trzy niedziele !

Naukowo niemożliwe

    Pamiętam czasy, gdy wyskakując z łazienki mając na twarzy uśmiech hollywood'zkiej gwiazdy biegłem do taty, aby ten z równie wielkim entuzjazmem wypucował mi pewne intymne części ciała. Cudowne czasy rozkoszy i wolności, kiedy nie musiałem podejmować żadnych wyborów... No może oprócz tego którą kreskówkę na Cartoon Network obejrzeć albo czy pluszowy miś będzie do zabawy lepszy od lalki Barbie w stroju sprzątaczki.
   
    Z czasem musiałem podejmować coraz to ważniejsze decyzje, które zamieniały mój mózg w opiłki żelaza. Od szkoły, wakacji, dziewczyn do plus nieskończoności. Teraz, gdy jestem uczniem liceum, którego prestiż w okolicy jest równy Oxfordowi teoretycznie jadę prostą drogą... Tylko się uczyć i czerpać korzyści ze sprawności i świeżości mojego umysłu chłonącego wiedzę jak Donald Tusk prezydencki elektorat. Ale... Z tego względu, że jestem prawie dorosły i dużo mądrzejszy niż tak naprawdę uważacie, pragnę mieć decydujące zdanie w sporze dotyczącym mojej przyszłości.
   
    W szkole wymaga się od nas, abyśmy byli ludźmi renesansu i znali podstawowe informacje zaczynąc od astropsychologii na ezoteryce kończąc. Osobiście nie mam pojęcia co to jest stechiometria, albo ile wynosi czterowektor i dlatego moje oceny z chemii i fizyki się niegodne pochwały. Jeśli w wieku 17-stu lat mam biegle liczyć z użyciem Równania Maxwella albo pamięciowo opanować tajniki chemii supramolekularnej, to już za rok otrzymanie Nagrody Noble'a będzie dla mnie jak kieszonkowe od babci. I mimo tego, że jak Mur Chiński zapieram się przed wprowadzeniem do swojego życia nowych pojęć z dziedziny chemii lub fizycznych wzorów, wiem, że nigdy to mi się nie przyda. To tak, jakby psu kupić laptopa... Prędzej go zje niż skorzysta z internetu. Nauczyciele jak hieny czekają na łatwy łup, chorą antylopę w postaci biednego ucznia nieumiejącego zapisać wzoru cząsteczki LSD. Często początek lekcji przypomina uliczną łapankę na ulicach Warszawy z okrsu II Wojny Światowej. Lecz my posiadamy swojego rodzaju immunitety poselskie - nieprzygotowania. To pozwala nam uciec przed lecącym w naszą stronę gradem rakiet balistycznych wystrzeliwanych przez Szanownego Profesora.
   
    Jednak powrócę do głównego wątku. Zawsze chciałem robić to co lubię, bo tak powinno się postępować. Co z tego, że Polacy mogą lubić Niemców skoro tego nie chcą? Nic na siłę. Tym samym żądam, aby moja wola była respektowana. Dzięki temu nie będę na niektórych nauczycieli patrzył wzrokiem dwumetrowca o obwodzie 150 cm w bicepsie, który chce pozbawić życia wszystkie istoty żyjące we wszechświecie.
   
    Bóg nakazał kochać bliźniego, tylko niech ta miłość szanuje nasze upodobania i podjęte decyzje, bo nie rodziliśmy się po to, aby służyć za pedagogiczne marionetki.

Mikołajkowy horror

    Jak co roku wszystko się powtarza. No prawie... Czasem wydaje mi się, że jestem mądrzejszy niż jakiś czas temu, ale zawsze dochodzę do powracającego jak bumerang wniosku, iż "wiem, że nic nie wiem". Ale wrócę do tego co chcę Wam przekazać.
   
    Jest końcówka listopada, a w centrach handlowych już pojawiają się mikołaje i inne - nudne jak prezydenckie orędzia świąteczne ozdoby. Nadszedł też czas klasowych mikołajek. "Oooooo nieeee znowu będziemy dawać sobie te same prezenty" - myślą wszyscy. Mikołajki w szkole podstawowej od tych w liceum różnią się pod względem podarunków prawie niczym... Zawsze są tak samo monotonne ! Ja lubię wyzwania, więc postanowiłem zaszaleć. Zażyczyłem sobie helikopter... Myślicie sobie, że zamiast mózgu mam kosz na śmieci, ale spokojnie. Ponieważ nawet cała klasa mogłaby nie sprezentować mi takiej maszyny aż do czasu gdy o serdecznych kolegach i koleżankach ze starości zapomnę, ja odpowiednio do wieku żądam mniejszego helikoptera. Albo raczej helikopterka, który jest zdalnie sterowany niczym mały synek przez mamę na wakacjach. Gdy usłyszano mój pomysł, głowy ludziom obróciły się na szyjach, "ten to nie wie co ze sobą zrobić" - myślą. Ale ja tak nie uważam ! Nie dość, że chodzenie do szkoły to dla nas kara jak dla Żyda policzek od Niemca, to każda okazja "aby umilić sobie czas" przeistacza się w bitwę pod Grunwaldem i obrady polskiego Sejmu razem wzięte ! Ludzie trochę spontaniczności ! Jeśli chcecie dawać sobie długopisy z logiem sklepu spożywczego albo przecenioną wodę kolońską to życzę miłego świetowania. Na pewno przez długi czas zapamiętacie te cudowne i niespodziewane podarunki... Ja mam takich upominków dwa kontenery i nie chcę ponownie móc wykąpać się z nowym żelem pod prysznic, który według reklamy przeniesie mnie na Wyspy Zielonego Przylądka. Mając zdalnie sterowany helikopter z pewnością dolecę tam szybciej, nawet od lśniących nowością, polskich F16 z okresu Wiosny Ludów.